Opus magnum Władymira Prochorowa

Смоленщина в документах Литовской метрики первой половины XVII в. Владельцы и их маетности, [Smoleńszczyzna w dokumentach Metryki Litewskiej z pierwszej połowy wieku XVII. Posiadacze i ich majątki] Smoleńsk 2017, wyd. redakcja czasopisma „Край Смоленский”, ss. 544.

Region smoleński to kluczowy obszar dla Europy Środkowej, którą dzisiaj chętnie nazywamy Międzymorzem. Strategiczne położenie bramy smoleńskiej w Intermarium powinno pobudzać historyków do głębszych studiów nad tym regionem. Dla zainteresowanych tym zagadnieniem praca Władymira Prochorowa, historyka-regionalisty i wybitnego krajoznawcy, pracownika Muzeum Miejskiego w Dorohobużu, jest gratką nie lada, gdyż wprowadza nas w egzotyczny dzisiaj świat smoleńszczyzny pierwszej połowy wieku XVII.

Pracę rozpoczyna opisanie terytorium smoleńszczyzny w czasach jej przynależności do Rzeczypospolitej, z granicami okręgów administracyjnych, spisem miast i miasteczek, z porównaniem całej struktury administracyjnej Rzeczypospolitej z wcześniejszą i późniejszą strukturą moskiewską. Jest to zadanie karkołomne, ale konieczne dla wyjaśnienia rozmaitych wątpliwości. Szczególnie cenny jest opis struktury ujezdu dorohobuskiego (s. 13), który w znacznym stopniu poszerza i zmienia dotychczasowy, bardzo ułomny i fragmentaryczny stan wiedzy (oparty głównie na starych badaniach polskiego historyka Władysława Godziszewskiego). Nie jest to jedyna zasługa Autora, bo opisy innych ujezdów są nieocenioną pomocą badawczą.

W części drugiej Prochorow zamieścił obszerne wypisy około 1750 dokumentów z niektórych ksiąg Metryki Litewskiej z lat 1620-1641. Każdy wypis zawiera numer księgi i karty, tytuł dokumentu, imię i nazwisko osoby lub instytucji, której dokument dotyczy, podaje też okręg administracyjny i nazwy miejscowości wchodzących w skład majątków oraz datę. W części trzeciej Autor załącza trzy indeksy nazwisk, indeks tematyczny, indeks geograficzny oraz słowniczek terminów i skrótów stosowanych w tekście.

Interesująca wydaje się część czwarta, zawierająca niejako rekonstrukcję stanu posiadania cerkwi. Jest to spis cenny ze względu na ogromne zniszczenia na terenie smoleńszczyzny poczynione przez rewolucję bolszewicką. Część piąta zawiera rozmaite spisy szlachty, zaczerpnięte ze starszych wydawnictw i źródeł. Szczególnie ważna dla demografów i historyków gospodarczych jest rosyjskojęzyczna wersja wydanego przez Rachubę i Dumina Rejestru podymnego z 1650 roku, która różni się od wersji polskiej między innymi podanymi stawkami podatku.

Do wydawnictwa załączono szereg map, które w pewnym stopniu poprawiają publikacje wcześniejsze, głównie rosyjskie. Wśród map wybija się mapa ujezdu dorohobuskiego.

Autor wielokrotnie cytuje moją stronę http://smolensk.alchymista.pl ale publikowane przeze mnie dokumenty to zaledwie drobne uzupełnienie Jego mrówczej pracy. Pisanie recenzji z publikacji tak obszernej, starannej, skrupulatnej i wnikliwej to czysta przyjemność. Otrzymujemy pracę o wszechstronnych zastosowaniach dla genealogów, krajoznawców, demografów, historyków gospodarczych, miłośników historii wojskowości i geografów. Prochorow podjął trud wgryzienia się w trudny także dla Polaków język staropolski, który jest dla Niego językiem obcym nie tylko ze względu na odmienny alfabet, ale też zupełnie odmienne słownictwo i gramatykę. Przy takim ogromie materiału źródłowego błędy są nie do uniknięcia i dlatego nie będziemy tutaj Autora punktować.

Jedyną wadą wydawnictwa jest niestety potraktowanie kwestii geograficznych. Musimy być wdzięczni Autorowi, że poszerza nasz stan wiedzy o geografii województwa, ale po prostu chciałoby się więcej! Mapy dołączone do książki są ogólnikowe i mało czytelne (wykonanie lepszych wymagałoby komputera o większej mocy obliczeniowej, niż popularne Pecety). Część z map naniesiona została na współczesne granice „rejonów” (powiatów), co powoduje chaos. Lepiej byłoby współczesne granice wydrukować na kalce, przykładanej do właściwej mapy, ale rozumiem, że to spowodowałoby znaczny wzrost kosztów. Indeks geograficzny jest zbyt ogólnikowy. Inną wadą jest transliteracja na rosyjski polskich nazw miejscowości. Rozumie się, że książka publikowana za pieniądze budżetowe jest skierowana bardziej do Rosjan (smoleńszczan), niż do Polaków. Chciałoby się jednak, by nazwy miejscowości podawać czcionką łacińską, w zestawieniu z nazwami rosyjskimi z map dwuwiorstowych (najdokładniejszych z map dostępnych w internecie). Dawałoby to lepsze szanse na odnalezienie poszukiwanych miejscowości w różnych dokumentach i na starych mapach.

Pokazanie wad publikacji to nie zarzut wobec Autora, który pracuje jak tytan, ale raczej wyzwanie dla historyków polskich, dla geografów, którzy mają szansę wypełnić białe plamy w polskiej historiografii. Pół żartem można by powiedzieć, że Smoleńczyzna jest dla dzisiejszych Polaków równie egzotyczna, co Baktria i Sogdiana dla dzisiejszych Macedończyków. Niesłusznie, bo ani Baktria, ani Sogdiana nie miały choćby w ułamku procenta tego znaczenia, jakie ma dla nas Smoleńsk i brama smoleńska. Warto zatem, biorąc przykład z Władymira Prochorowa, sprawy smoleńskie traktować poważnie i z należytym staraniem.

Jakub Brodacki

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz