Etnografia. Duch mierniczego

Jeszcze w wieku XX istniała w polskiej wyobraźni ludowej wcale pokaźna grupa polnych demonów zwanych miernikami względnie miedznikami (od słowa miedza, czyli granica).

W regionie łódzkim na przykład działać miały duchy zwane świecznikami, świckami, miernikami i omentrami. Duchy te w zależności od sytuacji potrafiły być złośliwe, ale też pomagały ludziom – „rozjaśniały drogi zbłąkanym i wskazywały im bezpieczne przejścia przez moczary i trzęsawiska”.

Również na Mazurach istniał duch zwany poświętnikiem. Był to duch mierniczego, „który za życia oszukiwał, źle ziemię mierzył, to teraz chodzi po bagnach w nocy i ludzi wciąga”.

W rejonie Gorlic wierzono, że są to nie tylko duchy mierniczych, ale także tych, którzy za życia procesowali się o pole (Leonard Pełka, Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987, s. 97, 103). „Czasem >świcorz< zjawiał się ludziom z kamieniem w ręku i zatrzymując ich pytał, co ma z nim uczynić. Był to tzw. miernik, duch człowieka, którzy przywłaszczył sobie za życia cudzy kawałek pola lub między i po śmierci nie może zaznać spokoju. Na jego pytanie należy zawsze odpowiedzieć: >Dej go tam, skąd żeś go wziął<. Wówczas ognik podziękuje i będzie wybawiony”.

Na Podgórzu zakazywano młodym pastuchom palenia ognisk na miedzach i dróżkach pomiędzy pasmami pól. Mówiono, ze na miedzach pokutują dusze tych, którzy owe wspólne miedze i dróżki „podorywali dla siebie, krzywdząc sąsiadów. Ogniskami nie wolno ich dodatkowo męczyć” (Barbara i Adam Podgórscy, Raport Rokity, Wrocław 1998, s. 255-256)

Charakterystyczne, że duchy geometrów względnie duchy pieniaczy kłócących się o ziemię, zamieszkiwały bagna, które z oczywistych względów nie mogły być rozgraniczone (na bagnach geometrzy dokonywali pomiaru wyobrażonego, na mapie). Duch mierniczego znajdował się więc w strefie nierozgraniczonej, pozbawionej twardych punktów odniesienia, nie był żywy, ale i nie umarł do końca, a przez to nie mógł znaleźć spokoju.

Zgoda z przydomkiem „święta” należy do najważniejszych wartości ludu rolniczego dawnej Rzeczypospolitej. Patronem świętej zgody był sam Duch Święty, dlatego od mszy do Ducha Świętego rozpoczynano obrady każdego Sejmu. Ciągnące się latami spory graniczne sprowadzały „nieszczęście” w postaci wizyty miernika („skoczybruzdy”), który według sobie znanych reguł dokonywał rozgraniczenia. Rozgraniczenie odbywało się na ogół z poczuciem krzywdy jednej ze stron. Dlatego pieniacz po śmierci zamieniał się w błędnego ducha.

Czy takiż demon istniał również w wyobraźni ludowej na smoleńszczyźnie? Pytanie pozostawiam na razie bez odpowiedzi. Wizja Zaręby włóczącego się po polach i bagnach smoleńszczyzny nie daje mi spokoju. Zwłaszcza w listopadzie 😉 😉 😉

Jakub Brodacki

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz